sobota, 7 września 2013

Błękitne lato - Danuta Korolewicz

Tytuł: Błękitne lato
Autor: Danuta Korolewicz
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 264




Wakacje to czas wyczekiwany przez miliony osób. Czas beztroskich spotkań ze znajomymi, siedzenia do późna na dworze, pierwszych zauroczeń i miłości. Właśnie, pierwsze miłości nie zawsze są tak idealne jak na filmach. A jednak może zdarzyć się tak, że i w rzeczywistości stajemy przed uczuciem pierwszych związków. Tylko co, gdy związek czeka kryzys? Jak wybaczyć komuś coś, co może mieć daleko idące skutki? I do czego mogą posunąć się dawne sympatie naszych ukochanych?

Ania, licealistka z Warszawy, spędza wakacje w małej miejscowości swojej babci Ali. Z dala od stolicy ulega urokowi ratownika Mariusza. Chce, by to on został jej tym pierwszym wymarzonym mężczyzną. Mimo że on również tego pragnie, to nie wystarczy. Na horyzoncie pojawia się jego dawna miłość, która nie zamierza z niego rezygnować. Czy Ania przetrwa spotkanie z dawną dziewczyną Mariusza? Jakie tajemnice skrywa Mariusz?
Czy miłość skończy się wraz z końcem wakacji?

Historia Ani, przyszłej maturzystki, sprawiła, że spędziłam miłe popołudnie czytając jej losy. Z zapartym tchem przekręcałam strony i śledziłam każde zdanie w opowieści. Bardzo, bardzo podobała mi się postawa Anii w stosunku do swojego brata i babci, która była dla niej jak matka. W niektórych scenach uroniłam parę łez. Lecz przecież to nie grzech. Podejście Anii w stosunku do Mariusza było również dobre. Fakt, kilka razy było przesłodzone. Ale widać, że autorka zna się na rzeczy i nawet w najsłodszych momentach, potrafiła wprowadzić tam scenę lekkiej grozy. Choćby wtedy, przy wieży. Kto przeczyta, ten dowie się więcej.

Mariusz początkowo nie zachęcił mnie do siebie, jednak w czasie rozwijania się fabuły, poznawania więcej faktów z jego życia sprawił, że zdobył moją sympatię. To naprawdę bohater pozytywny, a jednak z nutką tajemnicy. Wielokrotnie okazywał swoje dobre strony, zarówno jak i te złe. Aczkolwiek nie widzę większych zażaleń w jego kierunku.

Mimo, iż fabuła opiera się na związku Ani i Mariusza, osobą, która według mnie jest też ważna okazała się była dziewczyna ratownika - Matylda.To właśnie jej toksyczne śledzenie, nękanie wręcz Mariusza nadawało 'tą' atmosferę powieści. W każdej wzmiance o niej, coś się działo. A to coś dobre, a to zaraz złego. I wcale nie wydawało się to monotonne, a wręcz interesujące.

Błękitne lato to nie tylko historia pierwszej miłości Ani do Mariusza, ale przede wszystkim temat toksycznej miłości. Matylda przejawiała wielką nadzieję na powrót do swojego ukochanego, jednak los chciał, by ich sprawy potoczyły się inaczej. Dziewczyna nie poddawała się i walczyła do upadłego o Mariusza. Była zdolna nawet do skrzywdzenia drugiej osoby, aby mieć mężczyznę tylko i wyłącznie dla siebie. Odstawiała różne sceny, o bardzo różnych skutkach. Jej determinacja dawała sens całej powieści. Chociaż to była osoba dosyć mało, jak na taki temat, pojawiająca się w życiu naszej Anii.

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Do sięgnięcia po nią zachęcił mnie tytuł jak i okładka. tajemnice spojrzenie młodej dziewczyny, na tle bladoniebieskim oraz niespotykany - jak dotąd - autor, stał się głównym celem, by zapoznać się z historią. I nie zawiodłam się.

Polecam gorąco tym, którzy chcą jeszcze powrócić - chociaż w myślach - do wakacji, a także tych, którzy są otwarci na nowych, kreatywnych pisarzy polskich.

Ocena: 8/10

niedziela, 1 września 2013

Podsumowanie miesiąca #2


Dzień dobry!
Okres laby, czyli wakacji już za nami. Od jutra trzeba będzie zmierzać do szkoły po kolejną dawkę wiedzy (czy to zbytecznej, czy też tej potrzebnej). Nie ma rady na to. Jedynie studenci mają jeszcze miesiąc wolnego. Wykorzystajcie go dobrze!

Sierpień pod względem książkowym wypadł całkiem nieźle. Przeczytałam sporo pozycji, napisałam kilka recenzji, chociaż nie tyle, ile planowałam. Cóż, mogę winić tylko i wyłącznie siebie za to. W moim życiu nie wiele się zmieniło, no prócz faktu, że skończyłam 16 lat.

Przeczytałam w sierpniu: 28
Napisałam recenzji: 8
Przeczytane pozycje:
1. Żona z Honolulu - Anne McAllister
2. Z księciem w Paryżu - Trish Morey
3. Zamek tajemnic - Annie West
4. W zapomnieniu - Agnieszka Lingas - Łoniewska
5. W cieniu winnic - Rebecca Winters
6.  Trzy wesela - Lucy Gordon
7.  Świątynia Afrodyty - Robyn Dylan
8.  Bal maskowy - Annie West
9. Świat w pastelach Ingi - Aneta Rzepka
10. Spotkanie nad Tamizą - Abby Green
11.  Ślub księżniczki - Trish Morey
12. Pocałuj królową - Helen Conrad
13. Rodzinna Gwiazdka - Helen Bianchin
14.  Święta z księciem - Rebecca Winters
15. Obietnica Świętego Mikołaja - Lucy Gordon
16. Ogród miłości - Marcus Malte
17.  Niemożliwe - Nancy Werlin
18.  Mama, smoczek! - Magda Fres
19. Kwiaty od Artiego - Bridget Asher
20. Konferencja we Włoszech - Carole Mortimer
21. Ja razy dwa - Charlotte Calder
22. Gry miłosne - Kate Carlisle
23. Grecki magnat - Lucy Monroe
24.Grecki magnat - Michelle Reid
25. Potomek weneckiego rodu - Natalie Rivers
26. GONE: Zniknęli Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant
27. Dom dla ukochanej - Maya Banks
28. Błękitne lato - Danuta Korolewicz

Uff, sporo tego było. Recenzje niektóre są podlinkowane, więc wystarczy kliknąć w tytuł i przeniesie Was do recenzji danej lektury. Z przeczytanych książek jestem zadowolona. Mam nadzieję, że uda mi się czytać również w roku szkolnym, ale nie ma co spekulować. Recenzję będę starała się dodawać w miarę możliwości tj. gdy tylko znajdę chwilę czasu - pewnie gdzieś w weekendy.


Powodzenia w nowym roku szkolnym! 
Pozdrawiam, macy :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

W zapomnieniu - Agnieszka Lingas - Łoniewska

Tytuł: W zapomnieniu
Autor: Agnieszka Lingas -Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron:  340


Dwa zupełne inne charaktery - on charyzmatyczny, stanowczy. Ona - dziewczyna szczera i czysta. Gdy dochodzi do ich spotkania tworzą mieszankę wybuchową. Jakie efekty wynikną z ich spotkania? Czy to los chciał, aby się spotkali?

Michał, znany miejscowy gangster, samodzielnie wychowuje swojego młodszego brata, który jest podopiecznym Magdy. Pani pedagog po studiach w wielkim mieście wraca po latach do rodzinnych korzeni. Wychowawczyni dostrzega w chłopcu ogromny potencjał i postanawia pomóc w jego wykształceniu.  Do świata szybkich aut, brudnych interesów, łatwych dziewczyn i dużych pieniędzy wkracza dziewczyna o spokojnym charakterze. Oddaje swoje serce mężczyźnie, którego życie nauczyło nikomu nie ufać. Tych dwoje ludzi staje u progu uczucia zmieniającego spojrzenie na świat i sprawiającego, że przeszłość przestaje mieć znaczenie, a ważne jest jedynie to, co może przynieść im przyszłość. Takie uczucie zdarza się tylko raz, drugiej szansy już nie otrzyma się od losu. Lecz czy jest miejsce dla miłości w tym zapomnianym mieście?

Agnieszka Lingas - Łoniewska pochodzi z Wrocławia. Pisze książki łączące sensację z romansem. Kocha zwierzaki, Within Temptation i jeszcze kilka ostrzejszych dźwięków. Jak dotąd na rynku wydawniczym ukazały się " Bez przebaczenia" , trylogia "Zakręty losu", " Zakład o miłość" i "Szósty". We wrześniu swoją premierę będzie mieć powieść "Łatwopalni".  Jest laureatką konkursu na kryminalne opowiadanie z Dolnym Śląskiem w tle. Ma również swój udział w antologiach literackich m.in. w " Książki moja miłość". Tworzy w internecie stronę Czytajmy Polskich Autorów, która promuje polską prozę, prowadzi bloga z recenzjami oraz organizuje cykliczne konkursy, których nagrodami są książki polskich autorów.

Książkę przeczytałam gdzieś w połowie sierpnia, lecz recenzję piszę dopiero dziś, gdyż nie chciałam od razu jej zachwalać w stylu "oh, ah". Sama tego nie lubię, więc prezentować nie zamierzam. Ale przejdźmy do tematu. "W zapomnieniu" to powieść pełna dramatyzmu, emocji i uczuć. Gdy zasiadłam do niej, nic nie było w stanie mnie oderwać od niej. Od pierwszych kartek zżyłam się z Magdą, Michałem, Marcinem, Darkiem, Wiolą oraz innymi bohaterami. Kolejno przeżywałam sytuację, a to płacząc, by za chwilę śmiać się. Bywały momenty, w których emanowałam złością czy irytacją w stosunku do którejś z postaci, aczkolwiek nie sprawiło to faktu, że zakochałam się w tej historii. Pani Lingas - Łoniewska stworzyła ciekawy, pełen realiów świat, który może mieć miejsce w naszym otoczeniu. Gratuluję autorce pomysłu oraz wyobraźni. Niektóre sceny były tak realne, iż myślałam, że dzieją się gdzieś obok mnie.

Warsztat pisarski pani Agnieszki jest na wysokim poziomie. Chociaż nie znajdują się w nim jakieś wielce trudne słowa, to czuć w treści utworu atmosferę, jaka panuje między postaciami. Emocje biją z każdej strony! Pragnę więcej! Z miłą chęcią przeczytałam tę pozycję i już rozpoczynam polowanie na kolejne dzieła naszej utalentowanej Polki.

Szczerze polecam każdemu, kto wierzy albo nie wierzy w prawdziwą miłość. Historia Magdy i Michała udowadnia wiele, a także zmusza nas, by nawet kilkanaście dni po przeczytaniu, powrócić do niej w myślach.

Ocena: 9/10

niedziela, 25 sierpnia 2013

GONE Zniknęli Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant

Tytuł: Faza pierwsza: Niepokój
Tytuł oryginału: GONE
Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 528
Seria: GONE : Zniknęli tom I



Przed zapoznaniem się z serią GONE przeczytałam wiele recenzji na jej temat. Większość z nich była pozytywna, choć nie przeczę, że nie brakło krytyki. Jednak podjęłam wyzwanie, które polegało ( i nadal polega) na przeczytaniu całej serii. I wiem, że będzie to dla mnie przyjemność.


W jednej chwili znikają wszyscy powyżej 15 roku życia. Nastolatkowie, dorośli, nauczyciele, rodzice, staruszkowie...

Pozostają niemowlęta, dzieci, nastolatkowie, którzy nie ukończyli 15 roku życia. I ich tajemnicze, dopiero odkrywające się moce. Milkną telefony, nie działa internet, nie ma telewizji. Na drogach zostają zmiażdżone pojazdy. Nikt nie wie, co się dzieje. Czas ucieka, a pomoc nie nadchodzi. A gdy wybije czas twoich piętnastych urodzin, znikniesz. Tak jak oni. 

Michael Grant to amerykański pisarz urodzony w 1943 roku, współtwórca między innymi bestsellerowych serii " Animorphs" oraz "Everworld". Od wielu lat żonaty z K.A. Applegate, szczęśliwy mąż i ojciec dwójki dzieci. Większość życia spędził w ruchu. Wychował się w wojskowej rodzinie, chodził do dziesięciu szkół w pięciu stanach, a także trzech szkół we Francji. Nawet jako dorosły nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej. Został pisarzem po części dlatego, że to jeden z nielicznych zawodów, które nie przeszkadzają w przemieszczaniu się. Jego największe marzenia to całoroczna podróż po świecie i odwiedzenie wszystkich kontynentów z Antarktydą włącznie oraz posiadanie chipu z Googlem we własnej głowie. Obecnie mieszka w Chapel Hill w Północnej Karolinie wraz z rodziną oraz zdecydowanie zbyt dużą ilością zwierząt.


Czytając pierwszy tom serii GONE byłam zachwycona fabułą jak i akcją, która ciągle rozwijała się w czasie wertowania stron. Większą część czytałam w podróży, że gdy nadszedł czas na postój, ciężko mi było oderwać się od pozycji. Od pierwszych stron utożsamiłam się z Samem, Astrid i małym Pete. Podziwiałam to, w jaki sposób Sam dbał o wszystkich, jak Astrid broniła siebie i brata oraz jak pomagali innym.

Razem z bohaterami przeżywałam każdy moment, każdą smutną i wesołą scenę. Trudno było się oderwać od lektury. Po przeczytaniu fazy pierwszej naszło mnie wiele refleksji nad sobą i swoim życiem. Przydało mi się takie otrzęsienie. Starałam się siebie postawić na miejscu bohaterów - wątpię, czy umiałabym być tak odważna jak oni.

Ciężko ocenić mi warsztat pisarski Granta, gdyż śmiało może on dzielić pierwsze miejsce wraz z Kingiem, który podobno również pisze przejmujące thrillery. Niestety nie miałam jeszcze okazji czytać żadnej powieści Kinga, jednak na pewno się za to zabiorę. Dialogi były proste, nie wyszukane słownictwo pozwala czytelnikowi czuć tą napiętą atmosferę, która otacza bohaterów powieści. Dodatek stanowiły moce postaci, mające służyć innym. Żałuję, że mało było ich pokazów. Liczę na więcej w kolejnych częściach.


Z czystym sercem mogę polecić przeczytanie Fazy pierwszej, gdyż świat opisany w książce w czasie czytania staje się bardzo realistyczny. Każde słowo, opis oddawał magię pozycji, że grzechem byłoby nie zapoznać się w treścią książki.


Ocena: 10/10

piątek, 23 sierpnia 2013

Trzy wesela - Lucy Gordon

Tytuł: Trzy wesela
Tytuł oryginały: Wife and Mother Forever
                         Her Italian Boss's Agenda
                         The Wedding Arrangement
Autor: Lucy Gordon
Wydawnictwo: Mira Harlequin
Liczba stron: 464

Trzech mężczyzn. Trzy kobiety. Trzy historie. I jeden wspólny łącznik - rodzina. Bracia Rinucci dzieli wiele - przeszłość, charaktery, marzenia i doświadczenia. Mają jedną matkę, choć tylko jednego z nich urodziła. A mimo tego, że są silni i mądrzy, to zawsze potrzebują choćby maleńkiej pomocy osoby trzeciej, by móc dokonać tego, o czym pragną. I właśnie tą osobą jest... Przekonacie się sami.


Justin dopiero niedawno odnalazł we Włoszech biologiczną matkę i dwóch braci, ale nie jest do końca przekonany, czy takiej rodziny właśnie szukał dla siebie i swojego syna. Jednak, gdy na jego drodze staje piękna Evie, sprawy przybierają intrygujący obieg...

Primo i Luke od zawsze byli ze sobą skłóceni. Ostatnio poróżniły ich jeszcze interesy i miłość do tej samej kobiety. Wydaje się, że rozłam w rodzinie jest nieunikniony. Czy uda się mu zapobiec?
Na drodze braci stają trzy piękne kobiety, które mogą zmienić wszystko.

Lucy Gordon to autorka wielu powieści typowo romantycznych, których akcje w większości rozgrywają się w malowniczych Włoszech. Jak sama mówi: "Najbardziej romantyczna historia jaką znam to moja własna. Zaczęła się od urlopu w Wenecji..." Być może jest to powód obsadzania fabuły jej powieści w słonecznej Italii. Uwielbia pisać o włoskich kobietach, a mężczyźni w jej książkach są fascynujący, jednak do życia podchodzą bardzo emocjonalnie. Autorka ukazuje, że legendy o romantycznych Włoszech są jak najbardziej prawdziwe.

Do przeczytania tych krótkich historii o losach trzech przystojnych i bogatych Włochach, zachęciła mnie okładka książki. Bo popatrzmy sami - trzy pary, w trzech ramkach. A do tego uroczy widok z tyłu. Nie, nie zdradzę co tam jest! Może ktoś uznać, że jestem typową kobietą, co zaczytuje się w romansach. I wcale się nie pomyli - od czasu do czasu każdy lubi zasiąść i poczytać, jak czyjeś życie jest pełne miłości i namiętności.  Uważam, że nie ma w tym niczego złego.

Fabuły opowieści są  prawie takie same. Mają wspólną cząstkę, a mimo to są zupełnie inne. I między innymi to mi przypadło do gustu. Przyjemne love story, z niby łatwo do przewidzenia końcówką, a jednak czytelnik wertuje strony do końca, i gdy już on nadejdzie, to zostaje takie zdziwienie, że to już ostatnia kartka, zdanie, słowo i kropka. A podświadomość chce dalej poznać losy bohaterów. Jednak dopisać scenariusz możemy tylko my w swoich myślach.

Jeżeli są tutaj jakieś romantyczne dusze, to książka jak najbardziej dla nich. Nawet, gdy ktoś nie lubi tego typu historii to zachęcam, by chociaż poznać losy Justina i Evie, bo są naprawdę ciekawe.

Ocena: 8 /10

niedziela, 18 sierpnia 2013

Ja razy dwa - Charlotte Calder

Tytuł: Ja razy dwa
Tytuł oryginału: Paper Alice
Autor: Charlotte Calder
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 312

Człowiek marzy o tym, by mieć swojego sobowtóra, szczególnie, gdy ma się mnóstwo spraw do załatwienia tzw. na wczoraj. Wtedy wszystko byłoby łatwiejsze - nikt nie goniłby od budynku do budynku, każdy mógłby znaleźć czas dla siebie. A także można byłoby wysyłać naszego sobowtóra na spotkania z naszymi wrogami. Ale czy istnieje na świecie ktoś o takim samym wyglądzie jak my sami? Jest możliwe, aby istniała druga wersja nas? Ile naszych sobowtórów może krążyć po świecie? Tego nikt nie wie. Ba! Nawet nie wiemy, jak byśmy postąpili wobec naszego drugiego ja. Bo nikt nie zna historii, jaką nami przedstawia życie.

Alice to studentka nauk humanistycznych, pochodząca z Ameryki. Pewnego dnia w gazecie znajduje swoje zdjęcie, jednak po głębszej analizie, wychodzi na jaw, że to ujęcie jej sobowtóra. Zaskoczona szuka informacji. Angażuje do tego rodziców, ale oni odmawiają. Tymczasem chłopak Alice, Duncan lekceważy jej rozmowy o swojej bliźniaczej siostrze. Ponadto Alice czuje, że jej związek z Duncanem staje się beznadziejny. Gdy poznaje Andy'ego wszystko się zmienia. Lecz historia robi się bardziej tajemnicza, gdy poznaje rodzinny sekret. Czy osoba ze zdjęcia, to faktycznie zaginiona bliźniaczka Alice? Jak potoczą się losy jej i Duncana? I jaką rolę w tym wszystkim odegra Andy? Zainteresowanych zachęcam do lektury!

Charlotte Calder to autorka książek dzieci i młodzieży, pochodząca z Anglii. Jej jedyną powieścią przetłumaczoną na język polski jest właśnie "Ja razy dwa".

Czytanie tej książki było dla mnie przyjemnością. Spędziłam naprawdę miłe dwie godzinki, która nie uważam za stracone. Pozycja typowo młodzieżowa, więc nie musiałam zbyt wiele się łapać w fabule. W ciekawy sposób ukazano relacje między Alice a jej sobowtórem. Także postać Andy'ego zasługuje na uznanie. Ciekawa powieść, pełna humoru i dobrej atmosfery. Z zaciekawieniem śledziłam dalsze losy Alice i jej znajomych. I choć spodziewałam się innego zakończenia, to wiele się nie zawiodłam.

Powieść napisana prostym, lekki językiem. Autorka tworząc "Ja razy dwa" postawiła sobie za cel chyba ukazać życie zwyczajnych studentów, co wcale nie znaczy, że książka była nudna! Skądże! Jak już pisałam, poświęcony czas na przeczytanie spożytkowałam należycie. I chociaż była to krótka historia, to jednak nie żałuję, że po nią sięgnęłam.

Polecam przeczytanie "Ja razy dwa", gdyż to lekka i przyjemna lektura. A czas, który poświęcicie na przeczytanie, nie uznacie za zmarnowany.

Ocena:8/10

środa, 14 sierpnia 2013

Mama, smoczek! - Magda Fres


Tytuł: Mama, smoczek!
Autor: Magda Fres
Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Liczba stron:  256

Informacja o ciąży może odmienić czyjeś życie. Zazwyczaj wprowadza duże zmiany w życiu kobiety, która nosi pod sercem przez dziewięć miesięcy swoje maleństwo. Przeżywa wtedy wiele momentów zbyt emocjonalnie, jednak większe zmiany następują tuż po porodzie. Mały, żywy człowiek - maleństwo - sprawia, iż za jego życie i bezpieczeństwo odpowiadają jego rodzice. W większości przypadków bardziej angażuje się matka, aniżeli ojciec dziecka. Tylko co wtedy, gdy mama po wielu miesiącach zamartwiania się, czytania różnych informacji, wiadomości, nowinek ze świata smoczków, pieluch, mleczek, kaszek może dostać na ich punkcie bzika? Gdy ciągle martwi się, że to i to jest szkodliwe, a dziecko to lubi? Gdy główkuje, jak tu ochronić swojego szkraba przed zarazkami?

Małgosia właśnie została mamą. Musi stawić czoła nie tylko noworodkowi, ale także mężowi, którego zaczyna podejrzewać o romans. Czeka ją trudny rok - rok radości oraz smutku, obaw, przemęczenia. Niekiedy boleśnie uświadamia sobie, że bycie mamą to nie takie proste. Rola matki to tor, który na każdym zakręcie napotyka przeszkody.Pragnąc się wyżalić, Gosia zaczyna pisać swój intymny dziennik, w którym to zapisuje ważne informacje o zaletach i wadach na przykład szczepionek, kaszek, smoczków, a także powierza mu swoje zmartwienia. Jakie one są? Czy mąż Małgosi faktycznie ma romans? Jak sobie poradzi Gosia w roli mamy? Co sprawiło, że początkowo Małgosia bała się zostać matką? Jakie to było wydarzenie? Przekonajcie się sami!
Magda Fres mieszka w Katowicach. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Śląskim oraz gender& culture studies w Central European University w Budapeszcie. Opublikowała ponad 30 artykułów naukowych i publicystycznych. Jest autorką powieści " Do piekła kuchenną windą" oraz " Bulgar". Publikowała w "Zadrze"," Migotaniach  przejaśnieniach", pisze bloga w domenie Parnas.pl. Uczyła angielskiego metodą Callana, wykładała psychologię ciała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prowadzi warsztaty psychologiczne dla kobiet.
Mama, smoczek! to według mnie zwykły dziennik kobiety, która myślała, ze jest łatwo urodzić dziecko i wszystko jest cacy. Jednak, gdy wczytywałam się w treść, momentami łapałam się za głowę. Niektóre tematy, które zostały poruszone, bywały tak pstre, aż nachodziła mnie ochota, by rzucić książką o łóżko i nie patrzeć na nią. Błagam, widoczny bałagan w pokoju dziecka to przecież norma. Sama w domu mam małe dziecko ( urodził mi się brat pod koniec lutego) i wiem, że bardzo trudno utrzymać czystość w pomieszczeniu, gdzie ciągle trzeba zajmować się małym dzieckiem. Opiekując się nim, widzę, co i jak należy robić, by mu nie zaszkodzić. A tytułowa Mama momentami stawała się tak obrzydliwie irytująca, że nie dało się tego znieść. Okej, żaliła się, że ma zbyt mało czasu dla siebie od czasu narodzin swojego dziecka. Ale przecież wiedziała na co się decyduje, zachodząc w ciążę. Sama przyznawała, że skończyła studia, zdobyła tytuł doktora, jednak wydaje mi się, że przez swoje matkowanie i zamartwianie się, stała się zrzędą. Ciągle, co kartka to coś o ekologicznym jedzeniu, a to taka kaszka na bazie tego, tego i owego, a to to nie wskazane, bo zawiera jakieś makro... coś tam. Siedziała w wolnym czasie ( a mówiła, że go nie ma!) na przeróżnych forach lub czytała poradniki "znawców" od maleństw. Zamiast to kogoś się poradzić doświadczonego - sąsiadki, mamy, teściowej czy też której koleżanki to ona uparcie wierzyła w te wszystkie wymysły specjalistów. Phi! Gdyby tak robiła każda matka - Polka, to społeczeństwo nasze byłoby bardzo dziwne, dziwniejsze pewnie nawet od tego obecnego. Aczkolwiek, żeby nie było, to Małgosia zasługuje na kilka maleńkich plusików. Po pierwsze, spodobało mi się to, iż robiło się jej przykro na widok dziecka sąsiadki, która karmiąc piersią, trzymała maleństwo jak najdalej od siebie. Taki typ matki osobiście mnie wkurza. Sama niedawno byłam świadkiem takiej sytuacji- dziecko kilkumiesięczne wypluło ślinkę i pociekła aż na rękę matki, która notabene trzymała to dziecko na rękach, a ona (matka) wyskoczyła z tekstem:" I widzisz, coś narobił?! Obśliniłeś mnie, a ja dopiero wyszłam od kosmetyczki!" Gdy to usłyszałam, myślałam, że podejdę i zrobię coś tej mamuśce. Paznokcie ważniejsze od własnego dziecka?! Serio?             Po drugie ujęła mnie tym, iż dbała, by jej syn Rumpel (co to za imię?!) od pierwszych dni życia zaznajamiał się z książkami, obrazkami. Jeszcze pewnie kilka plusów by się znalazło, jednakże na chwilę obecną ciężko mi przytoczyć coś sensownego. 
Pozycję czytało mi się trudno, czego dowodem jest mój długi wywód widoczny u góry. A sądziłam, że będzie to lektura lekka i przyjemna, która podsunie mi kilka wskazówek, co do opieki nad braciszkiem. Widocznie tym razem się pomyliłam. 
Czy polecam? Hm... Powiem tak ( a raczej napiszę). Mama, smoczek! mi nie przypadła do gustu, ale nie zabronię jej czytać nikomu, gdyż to tylko moja opinia na temat tej książki. Zawierała m.in. zbyt wiele informacji o żywności ekologicznej ( a przed ciążą Małgosia nie patrzyła, czy coś jest zdrowe, czy nie).  Ale jeśli ktoś, pomimo mej krytyki zechce ją przeczytać, to proszę bardzo.
Ocena: 5/10 

Echa pamięci - Katherine Webb

                                                                                  źródło: lubimyczytac.pl Tytuł oryginału : A Hal...