Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Urlop

Cześć!

Ponad miesiąc temu obiecałam, że powrócę do blogowania. I to nastąpi, lecz jeszcze chyba nie teraz. Obecnie w moim życiu brakuje mi czasu na czytanie. Podczytuję od czasu do czasu to prawda, jednak nie w takim wymiarze czasowym, jakbym chciała. Wynika to z wielu czynników, m.in. uczęszczam na pewien kurs, mam masę obowiązków domowych, ogólnie mówiąc: brakuje mi czasu w 24h dobowym rytmie. Oprócz tego, że tegoroczne wakacje upływają mi na ciągłych podróżach, czy to autem, czy to rowerem, czy też innym środkiem transportu, to bardzo ciężko mi znalezć choć odrobinę czasu na czytanie. Od powrotu ze szpitala przez miesiąc miałam ciągłe wizyty u specjalistów, potem swoje urodziny. Aktualnie planuję swoją urodzinową imprezę, kończę kurs i mentalnie przygotowuję się do rozpoczęcia roku szkolnego. Co prawda mam kilka pomysłów na posty, lecz najzwyczajniej w świecie nie mam kiedy przelać tych pomysłów na stronę w wordzie. 

Na dzień dzisiejszy podczas wakacji przeczytałam:
  • Nie mów nic, Kocham Cię;
  • Portret Doriana Graya; 
  • Szczęściara; 
  • Anna i Król; 
  • Burza; 
  • Obrońca nocy; 
  • Moje rzymskie wakacje;  
  • Trzy dziewczyny, trzy randki, trzy łóżka; 
  • W słusznej sprawie; 
  • Caryca .

Obecnie czytam: 
  • Piąta Aleja; 
  • Potop; 
  • Psychologia motywacji.


Widzę, że mało kto odwiedza moje wpisy. Trochę mi przykro, ale nie piszę dla kogoś, lecz dla siebie. Jako, że w moim otoczeniu mało kto interesuje się literaturą, to postanowiłam dzielić się swoimi odczuciami w sieci. Może z czasem kogoś zainteresuje to, co publikuję. 

Macy

poniedziałek, 18 maja 2015

Jak to z tym czytaniem było ...


Swoją przygodę z książkami rozpoczęłam w drugiej bądź trzeciej klasie podstawówki. To wtedy zaczęłam czuć się odrzucona przez grupę rówieśników. Dlatego też żeby nie spędzać przerw siedząc i wyglądając za okno, pewnego dnia poszłam do biblioteki szkolnej. Spacerując po dość małej jak na bibliotekę sali pośród regałów, przeglądałam co by tutaj wybrać. I o ile mnie pamięć nie myli, moja pierwsza książka, którą przeczytałam dla siebie samej , nosiła tytuł "O psie który jeździł koleją".
Później poszło już z górki. Przeczytałam chyba z 2/3 biblioteki szkolnej jeśli chodzi o literaturę baśniowo - fantastyczną.

Moje czytelnictwo na większą skalę rozwinęło się w gimnazjum. Jako, że jestem osobą nieśmiałą, która walczy z tą częścią siebie, książki stały się moimi przyjaciółmi. Mówię serio. Książki przebywały ze mną wszędzie, gdzie bym się nie udała, to zawsze, zawsze musiałam wziąć ze sobą egzemplarz.


Gdy rozpoczęłam naukę w liceum, moi papierowi przyjaciele, co mówię z żalem, niestety zostali odsunięci przeze mnie na drugi plan. Niby w pierwszej klasie miałam wiele przeczytanych pozycji, ale odkąd poszłam do drugiej klasy, doszły mi rozszerzenia, masa nauki, a do tego problemy zdrowotne, zostałam zmuszona do porzucenia swojej największej pasji, jaką jest niewątpliwie czytanie. Możliwe, że już niedługo, gdy tylko zaliczę wszystko do dziesiątego czerwca, powrócę na bloga. Lecz pewnie nie na długo, bowiem od drugiej połowy czerwca idę do szpitala, więc znowu nie będę miała możliwości korzystania z laptopa. Chociaż może będę? Sama jeszcze tego nie wiem.

Powracając do tematu, czytanie nadal jest moją największą pasją i staram się czytać, gdy tylko mogę. Jednak bardzo dużą część dnia zajmuje mi szkoła, dojazdy do miasta i powroty do domu, plus potrzebuję też czas dla siebie i rodziny, zatem ostatnio czytam jedną książkę przez około tydzień lub więcej. Nie licząc lektur, które chcąc - nie chcąc czytać muszę.

Boli moją duszę jedynie to, że nie mogę sobie kupić własnych pozycji, by mieć je u siebie na półce. Ale od czego są biblioteki, prawda? Na chwilę obecną jestem zapisana do sześciu lub siedmiu bibliotek, w tym czterech w mieście w którym się uczę. A duża ilość bibliotek wynika z tego, że nie każda z nich posiada wszystko to, co mnie interesuje.

Podsumowując, czytanie od dziesięciu lat towarzyszy mi w życiu. Mam w tym momencie na myśli czytanie książek  :) Nie mam jakiś specjalnych upodobań co do treści książek. Preferuję zarówno fantastykę, literaturę zagraniczną, literaturę polską, współczesną, różnego rodzaju biografie (o ile są to biografie osób, które zyskały w moich oczach uznanie),  kryminał a także dobre poradniki. Nie mam wybranego gatunku jeśli o to chodzi. Często czytam książki, których fabuła mnie zaintryguje albo o których słyszałam wiele dobrych słów.Dlatego też lubię zaglądać na blogi innych książkoholików, bowiem po mimo mojej list książek, która się nie kończy, pragnę nadal dodawać nowe pozycje. Także jeśli nie zostawiam u Was komentarzy, to nie znaczy, że nie czytam Waszych wpisów. Czytam je, ale najczęściej na telefonie, a wtedy trudno jest mi napisać komentarz, gdyż mój telefon miewa wahania nastrojów, jak to określam to znaczy, czasami zawiesza się bez powodu lub wyłącza się w momencie gdy piszę coś ważnego. Zatem obiecuję, że gdy tylko znajdę czas by po komentować Wasze blogi, uczynię to z największą radością.

czwartek, 17 lipca 2014

Przepis na szczęście - Katarzyna Michalak

Tytuł: Przepis na szczęście
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 304

Dzieciństwo to nie tylko czas przeszły, którego obraz zanika po pewnych latach. To nie tylko stłuczone kolana, zadrapane ręce czy poplamione ubrania, uchwycone na fotografiach. Jako, że dzieci w szczególności lubią słodkości, pamiętam, że lubiłam przebywać w kuchni, gdy mama, któraś z cioć czy babć coś pichciła. Siadałam wtedy na taborecie i z wielką chęcią podjadałam co nieco, dopóki nie wyganiano mnie z tego niesamowitego pomieszczenia. Nawet teraz z wielką ochotę zajadam przeróżne potrawy, ciasta czy desery, jakie powstają w kuchni. Niestety nie umiem gotować, ale nie poddaję się i zaznajamiam się z tajemnicami kuchennymi. Kiedy tylko dowiedziałam się, że na rynku wydawniczym pojawiła się książka „Przepis na szczęście” postanowiłam ją przeczytać.

„Przepis ..” zawiera cztery krótkie opowiadania o bohaterkach poprzednich książek autorki – Bogusi, Danusi, Ewie i Lilianie oraz mnóstwo przepisów dobranych do każdej pory roku. Opowiadania są dość banalne i mają z góry przewidziany koniec. Z kolei przepisy brzmiały smakowicie, jednak sposób ich dobrania nie był zadowalający.

Dobór potraw był nietrafny. Część składników jest dość droga, a nie każdy może sobie pozwolić na tak duży wydatek. Fakt, potrawy opisywane brzmiały apetycznie, jednak koszt produktów i czas wykonania ukazany w książce bywał zbyt długi. Owszem, kilka prostych przepisów spodobało mi się i zamierzam je wypróbować, jednakże ta książka bardzo odbiega od poprzednich pozycji autorki. A panią Michalak dażę sporym uznaniem. Uwielbiam usiąść i czytać jej powieści, jednak ta okazała się zupełnie inna. To po prostu książka kucharska, w którą wmieszano cztery zupełnie różne historie bohaterek poprzednich powieści autorki, które pewnie powstały już po wydaniu pozycji przez wydawcę.

Dla miłośników kucharzenia, książka jest idealna, zaś dla zwykłego czytelnika, który liczył na kolejną ciekawą historię spod rąk Polki może okazać się tylko stratą czasu. Jak dla mnie, książka była interesująca, chociaż od połowy miałam już dość ciągłych przepisów. Wiem jedno – to było pierwsze i pewnie ostatnie spotkanie z książką kucharską. Co się tyczy innych pozycji pani Michalak, z chęcią do nich zajrzę. Ocena jest wysoka, z racji wspomnianych przepisów, które wpadły mi w oko - szczególnie przepis na „Chrupiące chrusty cioci Miry”.


Ocena: 8/10

Echa pamięci - Katherine Webb

                                                                                  źródło: lubimyczytac.pl Tytuł oryginału : A Hal...